
|
Nasz rajd rozpoczęliśmy, jak zwykle, na dworcu PKP. Przebiliśmy się przez ruchliwe drogi wyjazdowe z miasta i już po chwili mogliśmy upajać się jazdą po prawdziwym, leśnym piachu. |
 |

|
Pierwszy odpoczynek nad jeziorem Wałęsy. Nazwa nie ma podobno nic wspólnego z byłym prezydentem RP, ale może, mimo wszystko, jako szkoła imienia Polskich Noblistów, obejmiemy ten akwen naszym patronatem? |
 |

|
Po kilkunastokilometrowym odcinku lokalnych dróg asfaltowych nareszcie prawdziwa jazda. Takich premii górskich na trasie było wiele. Ale w końcu jeździmy na rowerach MTB. |
 |

|
Odpoczynek w lesie. Przed nami jeszcze 12 km po trudnym terenie. Wzmacniamy się jedząc kanapki. Dookoła naszej grupy krąży właściciel okolicznych pól. Jesteśmy grzeczni, więc się nie boimy. Na wszelki wypadek ruszamy jednak dalej...
|
 |

|
Po pięknym, choć niebezpiecznym zjeździe znaleźliśmy się w Brzozówce. Najwięcej emocji wzbudziły ruiny starego młyna. Niektórych trudno było od nich oderwać, może dlatego, że alternatywą było rozwiązywanie zadań topograficznych :) |
 |

|
Nie każde wzniesienie udało się pokonać wierzchem. Czasem trzeba było swojego stalowego rumaka wziąć za „uzdę” i pomóc mu dostać się na górę. Jedna z grup ćwiczeniowych tak zaangażowała się podjazdem, że nie zauważyła wąwozu, który miała zaznaczyć na mapie. |
 |

|
A to najtrudniejszy moment. Zdarzają się miejsca, gdy trzeba wziąć rower na plecy. Dla dziewczyn okazało się to zadaniem ponad siły. Radziły sobie, jak umiały.
Tuż za torami okazało się, że łańcuch jednego z rowerów odmówił dalszej współpracy z zębatkami (po prostu się rozpadł). Na szczęście jesteśmy dobrze przygotowani nawet na poważne awarie. Pomógł skuwacz łańcucha. Mogliśmy ruszyć dalej. |
 |

|
Pamiątkowa fotka przed pomnikiem w Gaśnym. Do domu już tylko krok. Wszyscy jesteśmy w doskonałej formie fizycznej, nikt nie narzeka na bolące kończyny. Niedługo zaczniemy chyba jeździć trasy 50-kilometrowe. |
 |

|
Na ostatnim postoju zużyliśmy zbędne już kanapki, karmiąc tutejszego łąbędzia. Korzyść obopólna: łąbądź syty, a mamy nie będą się denerwować, że nie zjedliśmy prowiantu przygotowanego na wycieczkę. |
 |