Gimnazjum nr 2 w Gostyninie im. Polskich Noblistów:

Galeria - Londyn 2005


Po całej nocy spędzonej w autokarze, którym mknęliśmy przez pół Europy, znaleźliśmy się na promie przemierzającym Kanał La Manche. Jeszcze nie wiemy, co nas czeka po drugiej stronie - mgła tradycyjnie spowija Wielką Brytanię - ale pogodne miny wskazują na to, że niestraszne nam nowe przygody i doświadczenia.

Po wizycie w Greenwich dopłynęliśmy do „London Eye” - ogromnego koła o obwodzie ponad 400 metrów, z zawieszonymi na nim kapsułami wielkości pokoju. Z nich właśnie, z wysokości 135 metrów będziemy podziwiali Londyn... (nic to, że mgła i lęk wysokości, mamy obiecane znaleźć się na dole po 30 minutach...).

Przeżyliśmy ten „diabelski młyn”. Nawet nie było tak źle widać (...jak już odważyliśmy się otworzyć oczy ...). Teraz na pocieszenie obowiązkowe zdjęcie z Big Benem, potem zwiedzanie British Museum, a wieczorem spotkanie z angielskimi rodzinami.

Od rana następnego dnia znów w podróży. Pogoda jakby lepsza. Jesteśmy w Stratford, stoimy przed domem, w którym urodził się William Szekspir, nawet widać okno pokoju, w którym przyszedł na świat - to poprzetykane drewnem - skromnie zaczynał...

Po Strattfordzie - Oxford. Zachwyciły nas architektura i atmosfera tego studenckiego miasteczka. Niektórzy deklarują, że za kilka lat wrócą tu na studia. No tak, wprawdzie i podróże kształcą, ale dyplom Oxfordu to byłoby coś...

Chwile relaksu i świetnej zabawy w Galerii Figur Woskowych Madame Tussaud's. Można przylgnąć do Brada Pitta, zastygnąć w tańcu z Victorią Beckham, wybrać się na randkę z Georgem Clooney'em, a nawet poklepać po ramieniu Nicolasa Cage'a. Widać, że to miejsce ekscytuje nie tylko uczniów...

Po wizycie u Madame Tussaud i w Natural History Museum - spacer. Londyn słynie z parków - rozległych, zielonych i ukwieconych o każdej porze roku.W drodze do Buckingham Palace odpoczywamy wśród żonkili. Czyż, jak one, nie prezentujemy się pięknie?

Ostatni dzień w Anglii. Jeszcze mamy w pamięci wczorajsze przeżycia w Muzeum Strachu (słynne Lochy Londynu), a potem te związane z wdrapywaniem się na kopułę St. Paul's Cathedral, teraz pora na zamek w Windsorze. Królowa chwilowo nieobecna (szkoda...), ale i bez niej mury królewskiej siedziby prezentują się bardzo dostojnie.
To już ostatni punkt wycieczki. Jeszcze tylko jazda na prom - 2 godziny, płynięcie promem - 2 godziny, 20 godzin po drogach Europy i będziemy w domu. Bye!


A.M. i A.B. (31.03.2005)



Copyright: 2003 SLAW