Wywiad z Agnieszką Janecką
Mój pierwszy dzień w szkole (w roli uczennicy):
Miałam na sobie czarny fartuszek z białym kołnierzykiem. Nauczycielka była ubrana tak samo.
Ulubiona książka dzieciństwa:
Jedna z baśni Andersena. Książka w dużym formacie, z ilustracjami Marcina Szancera, wielkimi na całe strony. Był w niej mądry Chińczyk z porcelany kiwający głową i porcelanowa pasterka. Bardzo bałam się Nadipodgłównodowodzącegogenerałasierżanta, który był w tej baśni czarnym charakterem.
Ulubiona zabawka:
Lalka Marta z długimi blond włosami. Rodzice przywieźli ją z NRD. Mam ją do dziś.
Pierwszy idol:
Janek z „Czterech pancernych”. Wszystkie dziewczyny go wtedy kochały.
Największe marzenie dzieciństwa:
Zostać tancerką i występować na scenie w długiej falbaniastej sukni.
Pierwsza randka:
Mieliśmy po 16 lat. Zaprosił mnie do domu na obiad. Wstydziłam się jego starszych sióstr, brata i mamy.
Moja dewiza życiowa:
Zauważać przede wszystkim to, co dobre i piękne. Nie marnować życia, bo ma się je jedno.
Z czym kojarzy mi się rzeczownik "nauczyciel"?
Smutny człowiek, który zapomniał, że kiedyś był uczniem (na szczęście nie wszyscy tacy są).
Mój największy sukces zawodowy:
Uczeń powiedział mi, że jestem dla niego autorytetem.
Czego w życiu nie cierpię ponad wszystko?
Brutalności, przemocy, tupetu, głupoty, poniżania ludzi, nietolerancji, nieuczciwości (za dużo?)
Co cenię u uczniów?
Kiedy robią coś z przekonania, a nie po to, żeby popisać się przed rówieśnikami.
|