Wywiad z Julią Łoś
Mój pierwszy dzień w szkole (w roli uczennicy):
Pamiętam upał na dworze i jednocześnie – chłód korytarzy szkoły przy Ozdowskiego. Przypominam sobie zapach nowych książek, zeszytów, pasty do podłogi i atramentu, który pani woźna nalewała z wielkiej butli do kałamarzy umieszczonych w otworach drewnianych ławek. Kto by pomyślał, że spędzę w tej szkole aż 18 lat? (8 lat nauki i 10 lat pracy nauczycielskiej)
Ulubiona książka dzieciństwa:
„Byczek Fernando”, wierszowana bajeczka o łagodnym byczku, którego zawieziono na hiszpańską corridę. Wprowadzony na arenę, dostrzegł kwiaty we włosach pań i zamiast walczyć... wspominał ulubioną łąkę za miastem. Piękna przypowieść o pokoju i umiłowaniu wolności.
Ulubiona zabawka:
Pluszowa małpka, którą zgubiłam podczas zbierania orzechów laskowych w Bierzewicach. Była stara i zniszczona, ale ukochana. Moja rozpacz nie miała granic. Cała rodzina szukała bezskutecznie tej małpki w zaroślach nad rzeczką.
Pierwszy idol:
Wielkimi idolami moich lat szkolnych byli Beatlesi.
Największe marzenie dzieciństwa:
Bardzo długo pragnęłam pracować w sklepie, posługiwać się wagą z odważnikami i układać towary na półkach.
Pierwsza randka:
To była wyprawa do kina z kolegą z zespołu muzycznego. Janusz zafundował mi bilety, a ja okropnie się z tego powodu wstydziłam.
Moja dewiza życiowa:
Zawsze sprawdzają się słowa Małego Księcia: „Dobrze widzi się tylko sercem.”
Z czym kojarzy mi się rzeczownik "nauczyciel"?
Z pracą, która z początku wydawała mi się nudna i bezbarwna, a po jakimś czasie okazała się twórcza i fascynująca.
Mój największy sukces zawodowy:
Myślę, że największe sukcesy nie są widoczne dla wszystkich. Dla mnie ważny jest osobisty wpływ na ucznia, ujawnienie jego talentów, ale też walorów charakteru, osobowości.
Czego w życiu nie cierpię ponad wszystko?
Nie znoszę wyrachowania, cwaniactwa i obłudy.
|