Relacje z Hiszpanii
Hiszpańska przygoda
„Przygoda naszego życia”, ponieważ wielu z nas określi tak niedawną wizytę w Hiszpanii, rozpoczęła się 20 maja. Sama podróż była dla nas wielkim przeżyciem, ponieważ większość z nas po raz pierwszy w życiu leciała samolotem. Po wylądowaniu w Barcelonie, po dwóch miesiącach rozłąki, znowu zobaczyliśmy naszych hiszpańskich przyjaciół. Po dwóch godzinach jazdy autobusem znaleźliśmy się w Lleidzie.
Chyba nikt z nas nie spodziewał się takiego powitania. Witała nas cała szkoła, na chodnikach przed szkołą stały setki osób. W ogromnym zamieszaniu poznaliśmy rodziny, u których przyszło nam mieszkać. Następnie udaliśmy się do domów. Zostaliśmy przyjęci bardzo ciepło. Nasze „hiszpańskie mamy” prały nam i prasowały oraz przygotowywały posiłki. Wielu z nas próbowało ślimaków i owoców morza, przekonaliśmy się jednak, że zdecydowanie wolimy polskie schabowe.
Następnego dnia powitano nas oficjalnie w szkole. Zazwyczaj po skończonych zajęciach i wycieczkach spotykaliśmy się w parku nad rzeką Segre, przepływającą przez miasto. Tam wymienialiśmy się informacjami na temat naszych rodzin, jedzenia itp.
Następne dni były coraz ciekawsze. Wędrowaliśmy po Pirenejach, kąpaliśmy się w Morzu Śródziemnym, zwiedzaliśmy starożytne miasta, takie jak Tarragona i Barcelona. Byliśmy na największym stadionie w Europie. Podziwialiśmy również samą Lleidę i jej słynną katedrę, w której podziemiach - jak głosi legenda - żył kiedyś smok. Jednak najbardziej podobała nam się wycieczka do port Aventura, ogromnego wesołego miasteczka, w którym spędziliśmy cały dzień. Braliśmy też udział w bierzmowaniu naszych hiszpańskich przyjaciół, ponieważ większość z nich kończy właśnie szesnasty rok życia.
Poza wycieczkami czekały nas atrakcje w szkole, między innymi zajęcia z garncarstwa oraz zabawy sportowe.
Dzień przed odlotem, w szkole, czekała na nas kolacja z dyskoteką. W dzień samego odlotu wszyscy byli bardzo smutni. Na lotnisku płakali Hiszpanie i Polacy. Wiedzieliśmy, że mogło być to ostatnie spotkanie w naszym życiu. Jednak mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Niektórzy z nas planują następną wizytę już w czasie najbliższych wakacji.
Maciej Szczepaniak uczeń klasy IIf
Wymiana Gostynin - Lleida
Dla wielu z nas - uczestników wycieczki do Hiszpanii - dzień 20 maja był dniem długo wyczekiwanym. Tego dnia miała się rozpocząć nasza przygoda z piękną i słoneczną Hiszpanią.
Już rano wyruszyliśmy autokarem w wielką podróż. Pierwszym etapem wycieczki było lotnisko w Warszawie. Na lotnisku bardzo się spieszyliśmy, bo o 8.40 nasz samolot startował do Monachium. Dalej z Monachium mieliśmy lecieć do Barcelony. Dla większości z nas był to pierwszy lot i może dlatego miejsca w samolocie zajmowaliśmy z pewnym niepokojem. Podniebna podróż okazała się jednak bardzo przyjemna i ekscytująca. Nim się obejrzeliśmy, już witali nas hiszpańscy przyjaciele na lotnisku w Barcelonie z wielkim, rozwiniętym transparentem z napisem „Welcome”. Uściskom i pocałunkom nie było końca. Tak serdecznego powitania nawet się nie spodziewaliśmy. Z lotniska wyjechaliśmy w dalszą drogę autokarem.
Po dwóch godzinach znaleźliśmy się w miasteczku Lleida. Już na wstępie okazało się, że jest to bardzo ładna i czysta miejscowość, wielkością podobna do Płocka, a pod względem architektury przypominająca Kraków. Znowu nastąpiły gorące powitania, teraz przez rodziny naszych przyjaciół. Każdy z nas został serdecznie zaproszony do hiszpańskiej rodziny na cały czas pobytu w Hiszpanii.
Następnego dnia zaczęliśmy realizować bardzo bogaty program wycieczki. Zaczęło się od zapoznania ze szkołą naszych hiszpańskich przyjaciół. Szkoła ta jest trochę mniejsza od naszego gimnazjum, ale na pewno lepiej wyposażona w pomoce naukowe. Zauważalne również było większe zdyscyplinowanie uczniów hiszpańskich, nawet tych z młodszych klas.
Pozostałe dni wycieczki to niezapomniane wrażenia z pobytu w pięknych i interesujących miejscach Hiszpanii. Na zawsze w pamięci pozostanie wycieczka w góry - Pireneje. Dwa razy byłam w Tatrach i podziwiałam nasze piękne krajobrazy, ale tak niezwykłych widoków, które zobaczyłam w Pirenejach, nawet nie da się opisać. Do tego ta wspaniała słoneczna pogoda spowodowała, że wszyscy wróciliśmy opaleni, zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Odpocząć po trudach wycieczki w góry mogliśmy w ogromnym parku rozrywki Port Aventura. Zabawa była wspaniała i trwała do późnych godzin.
Nie można również zapomnieć o wycieczce do Barcelony - jednego z najpiękniejszych miast świata. Ogromne wrażenie zrobił na nas kościół Sagrada de Familia oraz stadion drużyny piłkarskiej z Barcelony.
Zwiedzaliśmy też Tarragonę. Jest to miasto, w którym znajduje się wiele pozostałości po starożytnych Rzymianach: akwedukty, amfiteatr... Będąc w Hiszpanii, musieliśmy zaliczyć także pobyt nad Morzem Śródziemnym. Woda była bardzo ciepła, ale pełna meduz, natomiast plaża gorąca i czysta. Nasza grupa z przyjemnością kapała się w morzu i opalała na plaży.
Pomiędzy wycieczkami mieliśmy zajęcia w szkole oraz zwiedzanie miasta Lleida. Znajduje się tam wiele zabytków i pięknych, godnych obejrzenia budowli.
W końcu nadszedł dzień powrotu. Nie obyło się bez łez. Prawie wszyscy płakali. Wielu z nas zaprosiło swoich hiszpańskich przyjaciół do siebie na wakacje. Wszyscy liczymy na to, że nawiązane przyjaźnie przetrwają i znowu spotkamy się w swoim gronie w Polsce lub Hiszpanii.
Główną organizatorką wycieczki do Hiszpanii była pani Anna Banach. To dzięki Niej mogliśmy poznać kulturę Hiszpanii, zobaczyć wiele pięknych miejsc oraz przede wszystkim spotkać się jeszcze raz z naszymi przyjaciółmi z Lleidy.
Justyna Sławińska uczennica klasy IIf
Spełnione marzenia o Hiszpanii
Wszystko zaczęło się od wymiany e-maili z naszymi kolegami z Hiszpanii, potem oni przyjechali do nas (marzec), a teraz przyszła pora na nas. Po długim oczekiwaniu nadszedł dzień wyjazdu, czyli 20 maja 2003 r. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani, bo wielu z nas leciało pierwszy raz samolotem. Nasze marzenia spełniały się! Po lotniczej przesiadce w Monachium szybko znaleźliśmy się w Barcelonie.
Spotkanie z naszymi hiszpańskimi przyjaciółmi było niesamowite. Całą drogę rozmawialiśmy (oczywiście po angielsku) i nawet nie poczuliśmy się zmęczeni. Byłam bardzo szczęśliwa i myślę, że reszta grupy również.
Gdy dotarliśmy do Lleidy (to miasto, do którego zostaliśmy zaproszeni), zabrały nas hiszpańskie rodziny. Ja mieszkałam ok. 10 km od Lleidy. Uwagę naszą od razu przyciągnęły domki jednorodzinne - zupełnie inne niż u nas w Polsce. Wszystkie są bardzo do siebie podobne.
Na początku dziesięciodniowego pobytu spotkaliśmy się z uczniami szkoły hiszpańskiej, zupełnie innej niż nasza. Po pierwsze - jest to szkoła katolicka, z zewnątrz również inna, ponieważ jest wysoka, wygląda niczym blok mieszkalny. Tamtejsi uczniowie nie chodzą ubrani swobodnie, lecz noszą tzw. fartuszki, mundurki. Dużym zaskoczeniem było dla nas to, że nie można tam nosić bluzek z odkrytymi ramionami i bardzo krótkich spodenek.
Kolejne dni minęły nam bardzo szybko. Dużą przyjemność sprawiła nam wycieczka w Pireneje. Dla wielbicieli górskich wędrówek - raj na ziemi! Zwiedziliśmy tez Barcelonę, w której dużą frajdą (głównie dla chłopaków) był stadion piłkarski. Ale zdążyliśmy zobaczyć też inne piękne zakątki tego miasta. Poza Barceloną obejrzeliśmy piękną zabytkową Tarragonę. Sądzę jednak, że największą przyjemność sprawił wszystkim pobyt w Port Aventura - ogromnym parku rozrywki.
Przez wszystkie dni wizyty każda z hiszpańskich rodzin starała się dogadzać nam jak mogła. Czuliśmy się tam wspaniale, jak we własnych domach. Byłoby błędem, gdybym nie wspomniała o dniu, który był wolny od ogólnego programu. Ten dzień każdy z nas spędzał ze swoimi hiszpańskimi rodzinami. Ja byłam nad Morzem Śródziemnym. Miałam przyjemność poznać tradycyjne potrawy w tamtym rejonie, czyli głównie owoce morza. Choć nie przypadło mi do gustu jedzenie ślimaków, muszę stwierdzić, że kuchnia tego kraju jest bardzo bogata.
Wizyta w Hiszpanii wzbogaciła nas o wiele cennych informacji. Poznaliśmy tamtejsze zwyczaje (np. przy powitaniu nie obędzie się bez pocałunku w policzek), kuchnię, podstawowe zwroty... mogłabym jeszcze tak długo wymieniać. Myślę, że nigdy nie zapomnimy o tym pobycie, o palmach, morzu, pięknej Lleidzie.
Ostatni dzień, czas powrotu, był smutny. Polały się łzy, miały miejsce wielokrotne pożegnania z nadzieją na ponowne spotkanie. Ale czy ono nastąpi, pokaże czas. Wszyscy w to wierzymy. Ten czas był dla nas przecież taki niezwykły, spełniły się nasze marzenia o wycieczce do Hiszpanii!
Kamila Dutkowska uczennica klasy IIf
Bujać w hiszpańskich obłokach...
Grupa uczniów z Gimnazjum nr 2 w Gostyninie wzięła udział w wymianie z uczniami Col.Legi Santa Anna w Lleidzie w Hiszpanii. Większość z nas gościła już w domach hiszpańskich przyjaciół w marcu i wszyscy przemiło wspominają te dni.
We wtorek 20 maja pożegnaliśmy się z naszymi rodzinami i przyjaciółmi, wyruszając do Warszawy, skąd samolot zabrał nas do Monachium, a następnie - po przesiadce - do Barcelony. Było to niezwykłe przeżycie, ponieważ nie dość, że już za kilka godzin mieliśmy spotkać się z naszymi przyjaciółmi w ich kraju, to jeszcze lecieliśmy tam samolotem. Dla wielu z nas była to pierwsza podniebna podróż.
W Hiszpanii spędziliśmy wyjątkowe i niepowtarzalne dziesięć dni. Zwiedzaliśmy Lleidę, w której mieszkają nasi znajomi. Byliśmy na wyciecze w Pirenejach, gdzie mogliśmy podziwiać przepiękne widoki, w Barcelonie, na słynnym stadionie FC Barcelona, oglądaliśmy zaprojektowaną przez Gaudiego katedrę Sagrada Familia... Zwiedzaliśmy Tarragonę, kąpaliśmy się w Morzu Śródziemnym w miejscowości Salou. Poznawaliśmy bliżej hiszpańskie zwyczaje, mogliśmy spróbować tradycyjnych potraw. W szkole przygotowano dla nas kilka ciekawych lekcji. Generalnie spędziliśmy czas w świetnym towarzystwie, w naszych sercach pozostało mnóstwo wspaniałych wspomnień.
Życie w Hiszpanii było beztroskie i świetnie się tam bawiliśmy, przy czym doskonaliliśmy nasze umiejętności związane z porozumiewaniem się w języku angielskim. Przylot do Polski był dla nas jak powrót ze świata marzeń do rzeczywistości. Teraz mamy tylko nadzieję, że uda się utrzymać kontakt z naszymi hiszpańskimi przyjaciółmi. A może jeszcze kiedyś się spotkamy?
Justyna Figiel uczennica klasy IIIc
Lleida-Gostynin, kartki z pamiętnika (30 maja 2003 r.)
Dzień jak co dzień...
Cóż, nadeszła pora powrotu do Polski. Z jednej strony serca radość, z drugiej - smutek. Godzina 6.45, dzwoni budzik. Czas spakować ostatnie rzeczy. Serce puka, emocje mieszane... Chyba jeszcze do końca nie zdaję sobie sprawy, jakie będzie to pożegnanie z Hiszpanią.
Ruszamy...
Już jesteśmy pod szkołą, wsiadamy do autobusu, jak na każdej z odbytych w Hiszpanii wycieczek. Pora pożegnać się z „mamą” i „siostrą”. To było wspaniałe! Przytuliłam się i pożegnałam jak z dobrymi przyjaciółmi, miałam łzy w oczach. „Mama” i „siostra” machały mi do momentu, aż znikły mi z oczu. „Mama” płakała...
Podróż...
Nasza podróż z Lleidy na lotnisko do Barcelony zaczyna się jak każda wycieczka. Jednak po jakimś czasie Yoli zaczyna płakać, chyba zaczyna tak naprawdę zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje. Po autobusie krążą kartki i koszulki do podpisów. Nawet nauczyciele, którzy zawsze zwracali nam uwagę, aby się nie ruszać, tym razem nie reagują na chodzących po autokarze uczniów. Heh... uczyliśmy Franka kilku trudniejszych polskich zdań, było śmiesznie.
Dostałam list od Yoli...
Prawie płakałam. To jest prawdziwa przyjaźń... niesamowita, niepowtarzalna, spontaniczna, szczera...
Lotnisko...
Nieoczekiwanie lotnisko ukazało się na horyzoncie. Emocje wariują.
Pożegnanie...
Patrzymy na rozkład samolotów. Ufff, mamy jeszcze dwie godziny do odlotu, nie jest źle. Jeszcze razem siedzimy, rozmawiamy, żartujemy. Jak to fajnie czuć taką wspaniałą przyjaźń. Wszyscy jesteśmy razem, jesteśmy jednością, jesteśmy sobą. Wszyscy jesteśmy razem - grupą. Stoimy, siedzimy, gdzie się nie przemieścić, to jest z kim i o czym porozmawiać... Zaczynamy się żegnać. Pierwsze kilka osób: „bye, bye”, „adios”, przytulamy się i ściskamy. Uczucia szaleją, ale jeszcze się trzymam.
Yoli... To moja najbliższa hiszpańska przyjaciółka. W chwili pożegnania słyszałam nasze serca, które biły jednocześnie. Jesica... Dobrze wiem, że będzie mi jej brakowało. Malutka Jesi... Sara... „Don't cry, Agata. Please, don't cry...” Cris, Aurora, Anabel, Alba, Gemma, Patricia... Smutno.
Teraz już wszyscy płaczą, nawet panie. Cóż, każdy może być przez chwilę dzieckiem, Małym Księciem...
Pustka...
Nasi hiszpańscy przyjaciele odchodzą, znikają w tłumie lotniska. Utęsknionym wzrokiem szukamy jeszcze ich twarzy, serce wciąż się wyrywa.
Siedząc w samolocie, połykamy jeszcze łzy pożegnania, cieszymy się z powrotu do Polski, ale jednocześnie chcielibyśmy zostać z Hiszpanami.
Spokojnych snów...
A oto już Gostynin. Witamy się, cieszymy. Dojeżdżam do domu... spokojnie... Internet, kontakt z Hiszpanią... łza.
Lubię teraz usłyszeć sygnał w swoim telefonie komórkowym i przekonać się, że ktoś z naszej Lleidy myśli i tęskni tak jak ja.
Agata Kiełczewska uczennica klasy IIIc
|